28.11.2016 11:59

Dostaliśmy świąteczny prezent od Wesa Andersona. To nic, że to reklama. I tak zachwyca

"Come Together" to kilka minut , które są warte nawet Oscara. 

Adrien Brody w reklamie H&M

Fotografia: www.youtube.com

Wes Anderson - można go lubić albo kochać, ale chyba nikt nie powie, że go nienawidzi. Poziom wrażliwości tego reżysera dociera do każdego, kto kiedyś był dzieckiem. Jak wiadomo, tyczy się to stu procent ludzkości. Kolory i scenografia jego filmów, pokraczni i dziecinni bohaterowie, poczucie humoru i przede wszystkim najlepsi aktorzy biorący udział w jego projektach, składają się na mieszankę wybuchową - która niczym piniata rozbita na urodzinach, eksploduje słodkościami. Choć pechowcom trafi się zapewne cukierek lukrecjowy. 

Przełom listopada i grudnia to gorący czas komercyjny. Największe koncerny i sklepy prześcigają się w prezentowaniu wyciskających łzy reklamach. Choć do świąt został prawie miesiąc, można już śmiało ogłosić zwycięzcę tego wyścigu. H&M być może uciekł się do perfidnego zagrania - posłużył się dużym budżetem - jednak ważne, że dał nam chwilę radości. Właśnie na światło dzienne wyszła reklama świątecznej kolekcji ubrań w reżyserii zachwalanego wyżej Wesa Andersona. W roli głównej wystąpił boski Adrien Brody.

Pierwsza od Oscara

Reklama jest ukłonem w stronę miłośników filmu z 2007 roku "Pociąg do Darjeeeling". Oba obrazy łączy nieco absurdalny styl i zwrócenie uwagi na to, że między ludźmi podróżującymi pociągiem, po upływie odpowiedniego czasu i w odpowiednich okolicznościach, zachodzą interakcje i rodzą się więzi. Spot pełen jest cech charakterystycznych dla poetyki Wesa Andersona, prezentowanej w każdym jego filmie. Najważniejsza jest magia i dziecko, które siedzi w każdym dorosłym.

W "Come Together" Adrien Brody jest konduktorem pechowego pociągu, który nie może i nie chce pozwolić na to, aby pasażerowie przez rażące opóźnienie nie wzięli udziału w Bożym Narodzeniu. Słowem - z entuzjazmem i skutecznie ratuje święta. Reklama Wesa Andersona jest czymś więcej niż zwykłym spotem. Jej komercyjny aspekt nie jest tak bardzo ważny. Liczy się to, że amerykański reżyser uraczył nas pierwszą produkcją od 2014 roku - czyli od oscarowego "Grand Budapest Hotel".

Komentarze