10.11.2016 10:05

Film "Dywizjon 303" stracił dystrybutora i nie ma się czemu dziwić. Jest oświadczenie producenta

To miał być prawdziwy przebój. Produkcja miała przyciągnąć miliony widzów, którzy cenią dobry scenariusz, ciekawą fabułę i znakomitą aktorską grę najlepszych aktorów. 

na planie "Dywizjonu 303"

Fotografia: East News

Dystrybutor Kino Świat, który na duży ekran wprowadził takie hity jak "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego, "Pitbull" Patryka Vegi, "Ostatnia rodzina" Jana P. Matuszyńskiego, zerwał umowę z Film Media S.A. i tym samym nie będzie dystrybutorem "Dywizjonu 303". Jedną z przyczyn jest zmiana scenarzysty, a w związku z tym wprowadzenie do scenariusza zmian, które mają być niezgodne z prawdą historyczną. 

"

Naruszenia dotyczące produkcji filmu zostały wskazane w piśmie z dnia 9 września 2016 roku, w którym Kino Świat sygnalizowało pretensje co do autorstwa scenariusza - "Dywizjon 303" aktualnie realizowany jest w oparciu o scenariusz twórców innych niż twórcy wskazani w wyżej wymienionej Umowie Dystrybucyjnej. Naruszenia dotyczące produkcji filmu zostały również potwierdzone przez jego reżysera pana Wiesława Saniewskiego w piśmie z dnia 27 września 2016 roku, a niezgodność realizowanego filmu ze scenariuszem i prawdą historyczną potwierdziło Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie - czytamy w oświadczeniu firmy Kino Świat, które publikuje Dziennik.pl.  "

Obraz na ekrany kin miał trafić w 2017 roku. Pokładano w nim wielkie nadzieje. Nie tylko dlatego, że opowiadać ma losy pilotów Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, ale także dlatego, że w jego obsadzie znalazły się same gwiazdy: Piotr Adamczyk, Maciej Zakościelny, Antoni Królikowski, Jan Wieczorkowski i Anna Prus. 

dywizjon1

Fotografia: materiały prasowe Film Media

Wszystko zgodnie z planem

Produkcją filmu zajmuje się firma Film Media, która odpowiada za takie produkcje jak chociażby "Wojna Polsko-Ruska", czy "Ja Wam pokażę". Za reżyserię odpowiedzialni są Wiesław Saniewski i Denis Delić. Scenariuszem pierwotnie miał zająć się Jerzy Skolimowski. 

"

Uznaliśmy jednak, że (scenariusz - red.) nie opowiadał historii polskich lotników, tylko historię wojny. My przenieśliśmy akcję bliżej polskiej granicy, ale trzymamy się faktów. Oczywiście, nie jest to film dokumentalny, ale wszystkie wydarzenia historyczne są zachowane. Pozwoliliśmy sobie na drobne zmiany głównie po to, żeby uhonorować lotników, np. w scenie, w której spotykają się z królem, wymieniliśmy z imienia i nazwiska wszystkich bohaterów, choć jeden z nich leżał wówczas poparzony w szpitalu. Ale zależało nam, aby widzowie poznali ich wszystkich , to taki hołd. Poza tym ja film robię od pół roku, dystrybutor widział nowe scenariusze i cały czas przelewał pieniądze. Więc to nie jest tak, że myśmy kogoś nagle oszukali - wyjaśnia producent Jacek Samojłowicz w rozmowie z Polsatnews.pl. "

Samojłowicz nie martwi się jednak o losy filmu. Jak zauważa w rozmowie z Polsatnews.pl, "film jest na tyle dobry, że nie trzeba się martwić o dystrybutora - ktoś się na pewno znajdzie”. Na tę chwilę nie wiemy jednak, jakie będą dalsze "Dywizjonu 303". Na informacje kto zostanie nowym dystrybutorem i kiedy dokładnie film zagości na dużym ekranie, będziemy musieli jeszcze chwilę poczekać. 

Oświadczenie producenta:

"Na konferencji prasowej filmu oddalone zostały zarzuty o niezgodność realizowanego filmu ze scenariuszem i prawdą historyczną. Nie ma też żadnego konfliktu z Muzeum Lotnictwa Polskiego, gdzie realizowaliśmy już zdjęcia i z którym pozostajemy w życzliwym kontakcie. Wiesław Saniewski już dawno nie jest reżyserem filmu, ze względu na swój stan zdrowia i nie może mieć najmniejszego pojęcia na temat bieżącego stanu realizacji filmu.

Kino Świat prawdopodobnie posługuje się nieaktualnymi informacjami i przykro nam, że to właśnie one prowadzą do nieporozumienia. Opowiadamy historię, nie detale – tak Jacek Samojłowicz określił pomysł na produkcję "Dywizjonu 303". By przeciąć pojawiające się insynuacje, zdecydował się na pokazanie dziennikarzom próbek zrealizowanego do tej pory filmu. Pomimo perturbacji z dystrybutorem, rozmawiamy z nim, rozmawiamy z innymi również, film ma się dobrze. Na planie mamy non stop konsultantów historycznych - dodaje producent. Jakie zarzuty historyczne zostały odparte? Jedna ze scen filmu ma rozegrać się w przedwojennej Austrii w trakcie anschlussu. Wykrzywienie historii miałoby polegać na tym, że polski oficer wjechał do tego kraju w takiej sytuacji politycznej. Zadaniem jednego historyków to absurd. Tymczasem pilot Witold Urbanowicz w swoich wspomnieniach dokładnie opisał swój pobyt w podwiedeńskim Baden w tamtym okresie. Kto zatem ma rację? Postać historyczna, czy historyk. Niech państwo sami ocenią.

Sugerowano także, że na filmie Polacy nie powinni przez cały czas nosić identyfikujących naszywek "Poland" na mundurze. Tymczasem w zbiorach angielskiego Imperial War Muzeum znaleźliśmy zdjęcia potwierdzające, że nosili je od samego początku. Czyli, że było tak, jak uważamy, że trzeba pokazać w filmie. "Dywizjon 303" jest przeznaczony do ogólnoświatowej dystrybucji, i trudno wyobrazić sobie, że zrezygnujemy z takiej identyfikacji naszych bohaterskich pilotów, których historia może być pokazywana i w Argentynie, i w Korei. To najlepsza od dawna marketingowa szansa naszego kraju. I nie możemy jej stracić. Sporne było również, że Jan "Donald" Zumbach na filmie odleciał do Rumunii samolotem RWD-5, egzemplarzem. Powinniśmy przecież skorzystać z samolotu RWD-15, którego żaden zachowany egzemplarz nie istnieje. Takie podejście do sprawy oburzyło Grzegorza Brychczyńskiego z Polskiego Klubu Lotniczego. Po prostu RWD - był taki samolot i tym samolotem ten dżentelmen odleciał, by później tworzyć historię polskiego lotnictwa. Producent przypomina też, że realizuje scenariusz zatwierdzony przez komisję ekspertów PISF. I nie ma w tej sprawie nic więcej do dodania". 

Komentarze