14.10.2016 16:34

"Ostatnia rodzina" nie jest filmem o Beksińskich. Siostrzeniec Zofii wytyka kłamstwa reżysera

Od kilku dni trwa dyskusja o wizerunku Beksińskich przedstawionym w filmie Jana P. Matuszyńskiego. Opinii Kamila Kuca nie można zignorować.

"Ostatnia rodzina"

Fotografia: materiały promocyjne

"Ostatnia rodzina" Jana P. Matuszyńskiego już przed premierą określana była jako najciekawszy polski film tego roku. Po premierze media zalały pochlebne recenzje, dziennikarze i internauci zachwycali się scenografią, grą aktorską - przede wszystkim kreacją Andrzeja Seweryna, który za rolę Zdzisława Beksińskiego otrzymał Złotego Lamparta na Festiwalu w Locarno. Jednak kiedy emocje opadły, pojawiły się głosy osób, które znały osobiście Beksińskich.

Opinie bliższych i dalszych znajomych na temat obrazu Beksińskich były do siebie zbliżone - ta rodzina nie była tak "dziwaczna", jak przedstawia ją film. Przyjaciele Tomka Beksińskiego oskarżali Matuszyńskiego, że wraz z Dawidem Ogrodnikiem zrobili z dziennikarza wariata, z masą problemów psychicznych, podczas gdy syn malarza był ciepłym i radosnym człowiekiem, którym czasem popadał w stany depresyjne.

Twórcy filmu tłumaczą, że film pozostawia szerokie pole do interpretacji. To obraz fabularny, nie dokumentalny. Jednak te tłumaczenia nie są wystarczające i w sieci panuje opinia, że obraz Beksińskich jest przekłamany. Ostatecznym zamknięciem tego tematu powinien być zatem wywiad z siostrzeńcem Zofii Beksińskiej Kamilem Kucem, który został opublikowany w serwisie NaTemat.pl.

To nie jest film biograficzny

Kuc uważa, że film Matuszyńskiego nie jest zły. Docenia grę aktorów, jednak twierdzi, że scenografia jest tam niedopracowana. Tak samo jak warstwa dokumentalna.

"

Nie wiem, dlaczego określa się go mianem "filmu biograficznego". Wykazując dużo dobrej woli mógłbym co najwyżej zgodzić się na określenie "osnuty na losach rodziny Beksińskich", gdzie pewne istotne fakty następowały po sobie z chronologiczną, nieuniknioną konsekwencją. Z pewnością i absolutną stanowczością chciałbym jednak podkreślić: nie jest to film o rodzinie Beksińskich – mówi Kamil Kuc w rozmowie z naTemat.pl. "

Kuzyn broni Tomka Beksińskiego, zapewnia, że nie był neurotycznym, konwulsyjnym idiotą, którego problemem był "przedwczesny wytrysk", tak jak przedstawiono go w filmie. "Ostatnia rodzina" nie pokazuje również Zdzisława jako tytana pracy, perfekcjonistę, który całymi dniami stał przy z pędzlem w dłoni. Reżyser nie podkreślił tego, że jego pasją był film, nie tylko taki amatorski, pamiętnikowy. Muzyka łączyła ojca z synem, a nie dzieliła, co obserwują widzowie. Zbyt mało jest w tym obrazie miłości Zdzisława do Zofii.

"

Jest dwoje udręczonych ludzi, rozmawiających  w środku nocy o tym jacy są obcy. Ciocia przez całe życie wszystko robiła nie tylko z miłości, ale i z miłością – wyjaśnił Kamil Kuc. "

Siostrzeniec Zofii Beksińskiej ostro podsumowuje film Jana P. Matuszyńskiego.

"

Proponuję tytuł "udręczona rodzina”, a nazwiska bohaterów zmienić na "Kowalski”. Być może wówczas twórcy tego filmu będą mogli stwierdzić, że wszyscy jesteśmy Kowalskimi. I może będzie to nie najgorsze kino - powiedział. "

Komentarze