28.09.2016 10:35

Tylko gwiazdy bogacą się na "Grze o Tron". Pozostali aktorzy nie mają przywilejów

Mogłoby się wydawać, że rola w tak popularnym serialu to los wygrany na loterii. Okazuje się, że nie dla wszystkich.

Alexander Siddig

Fotografia: screen z "Gry o Tron"

W serialu, jak w życiu. Tylko Lannisterowie pławią się w luksusie, tylko aktorzy tacy jak Lena Headey - czyli Cersei i Peter Dinklage - czyli Tyrion, są grupą uprzywilejowaną i zarabiają kokosy na najsłynniejszej produkcji ostatnich lat. Okazuje się, że aktorzy drugoplanowi "Gry o Tron", mimo że ważni dla rozwoju fabuły, nie są tak bardzo doceniani przez producentów, którzy nie szanują ich czasu.

Sprawa wyszła na jaw dzięki odtwórcy roli księcia Dorana Martella, Alexandera Siddiga. Jego bohater zginął w szóstym sezonie, ale aktor stwierdził, że to nie była dla niego wielka strata. W rozmowie z portalem Startrek.com stwierdził, że producenci nie byli z nim do końca w porządku. Powiedzieli mu, że zginie pod koniec piątego sezonu, jednak uśmiercono go dopiero na początku szóstego.

"
"

Podpisałem kontrakt na cztery dodatkowe odcinki w szóstym sezonie, choć mój bohater został zabity na początku. Więc jeśli producenci mieli zamiar zabić mnie pod koniec piątego sezonu, dlaczego podpisali ze mną taką umowę? Ponieważ dla nich nie ma znaczenia, czy w nich wystąpię czy nie, więc zrobili to na wszelki wypadek – mówił w wywiadzie Siddig. "

"

Siddig powiedział, że z punktu widzenia aktora, występowanie w serialu przez długi okres czasu nie jest dobre, chyba że jest się odtwórcą jednej z głównych ról. Nie zarabiasz tak dużo, jak zarabiałbyś w innej produkcji, ponieważ twórcy „Gry o Tron” wiedzą, że nie muszą nikomu płacić - bo są serialem prestiżowym. To takie szczęście w nieszczęściu – powiedział serialowy książę. Ta wypowiedź może być pocieszeniem dla milionów fanów seriali - każdy może paść ofiarą niesprawiedliwości i lekceważenia w pracy.

Komentarze