24.10.2016 11:49

Kurt Vonnegut jest hejterem. Nie pogratulowałby Bobowi Dylanowi Nobla

Kurt Vonnegut miał nigdy nie przejmować się tym, że kogoś obrazi. Ciekawe, co powiedziałby dzisiaj.

Kurt Vonnegut

Fotografia: East News

Szwedzki pisarz Per Westberg, członek Szwedzkiej Akademii, która przyznaje Nagrodę Nobla, nazwał Boba Dylana nieuprzejmym ignorantem. Muzyk rozzłościł go, oraz zapewne innych członków akademii, ponieważ wciąż nie odniósł się przyznanego mu wyróżeninia. Najprawdopodobniej daje tym samym do zrozumienia, że nie zależy mu na pieniądzach i na miejscu w zacnym gronie noblistów. 

Media zastanawiając się, co dzieje się z Bobem Dylanem, aby podtrzymać temperaturę wokół jego osoby, wyszukują wypowiedzi na temat jego twórczości. Jedną z najciekawszych znaleziono w magazynie "Hustler" z 1991 roku. W grudniowym wydaniu ponownie ukaże się tam wywiad z Kurtem Vonnegutem, autorem kontrowersyjnym, dla jednych genialnym, dla innych niezrozumiałym. Zmarły w 2007 roku pisarz jest autorem klasyków literatury postmodernistycznej i science fiction - jego najpopularniejsze dzieła to "Rzeźnia numer pięć" czy "Kocia kołyska".

"Najgorszy żyjący poeta"

Miłośnicy jego twórczości stwierdzą, że jest ojcem fikcyjnej religii - bokononizmu. Jak wynika z przypominanego w ostatnich dniach wywiadu, Kurt Vonnegut nie był fanem twórczości Boba Dylana. Kiedy dziennikarz Kevin P. Simonson zapytał go o gust muzyczny, ten miał odpowiedzieć:

"

Zaczniemy od końca do początku. Nienawidzę rapu. The Beatles doceniam za to, że mieli znaczący wkład kulturę. Bob Dylan, natomiast, jest najgorszym żyjącym poetą. Być może jest w stanie stworzyć jeden dobry wers w utworze, ale pozostałe wersy to bełkot – mówił 69-letni Vonnegut w wywiadzie przeprowadzonym z okazji jego urodzin.  "

Na szczęście Bob Dylan, mimo że niekoniecznie jest uznanym twórcą w kręgu literackim, może liczyć na wsparcie innych muzyków. Pogratulował mu Tom Waits, a Leonard Cohen, który również często nazywany jest najlepszym żyjącym poetą, stwierdził, że to wyróżnienie jest jak przypięcie medalu Mount Everestowi za to, że jest najwyższym szczytem. Domyślamy się jednak, że zarówno pochwały jak i hejty Boba Dylana nie interesują. On nie musi nikomu nic udowadniać. 

Komentarze