17.02.2017 11:33

Cudze chwalicie, a swego… Brytyjski dziennikarz jest zachwycony Zakopanem

Aż chce się rzucić wszystko i jechać w Tatry.

Zakopane

Fotografia: East News

Górale tańczący przy ognisku, ból głowy po polskiej wódce, ceny o połowę niższe niż w Alpach. To powinna być wystarczająca zachęta dla brytyjskich fanów narciarstwa do odwiedzenia Polski.

Dziennikarz Rory Boland z Independent.co.uk wybrał się do Zakopanego, aby w końcu nauczyć się jeździć na nartach. Nie spodziewał się, że ten urlop będzie dla niego niezapomnianą przygodą. 

Przed przyjazdem do Polski słyszał wiele dobrego o tatrzańskich trasach, które różnią się od alpejskich. Przede wszystkim na polskich trasach są mniejsze tłumy, a góry mają niepowtarzalny klimat. Tym bardziej zaskakujący jest fakt, że wciąż niewielu zagranicznych turystów odwiedza Zakopane. Ale są również minusy, na przykład - skipassy nie działają na wszystkich stokach, autobusy kursują, jak chcą. Na szczęście te wady znikają w gąszczu plusów.

Tatry

Fotografia: East News

Tanio i pusto

Z punktu widzenia brytyjskiego turysty, Zakopane nie jest miejscem, w którym lokalni biznesmeni i przedsiębiorcy chcą zedrzeć z odwiedzających ostatnie pieniądze, na co często narzekają Polacy. Podobnie zresztą jak na Krupówki w sezonie zimowym -  zdaniem wielu osób przeludnione i przepełnione kiczem. Rory Boland  odniósł zupełnie inne wrażenie.

"

Oczywiście żadne miasto narciarskie nie może uciec od zagrożenia bycia turystyczną pułapką, ale główna ulica Zakopanego w większości pozostaje nietknięta. Można przechadzać się deptakiem w towarzystwie furmanek, stoisk z lokalnym serem i zaparowanych cukierni wypełnionych po brzegi pączkami – zachwyca się dziennikarz Independent.co.uk. "

Na pochwałę zasłużyła również zakopiańska kuchnia - pieczone ziemniaki z jagnięciną - przysmak Górali spożywany przy palenisku. I właśnie aspekt kulinarno-kulturowy wydał się brytyjskiemu publicyście najbardziej fascynujący. Do tego stopnia, że zamiast na narty postanowił wybrać się na wycieczkę do bacówki, aby zobaczyć, jak wygląda produkcja oscypka.

"

Ser był świeży, lekko słony, a wędzony przez pięć dni miał pyszny posmak dymu. Kupiłem oscypek wielkości butelki wina za 40 złotych. Zakup uczciliśmy wódką. Dwukrotnie – wspomina Rory Boland. "

Następnie dziennikarz przez przypadek znalazł się na typowym, góralskim weselu, gdzie upojony domowym alkoholem, podziwiał tradycyjny taniec. I właśnie tatrzańska tradycja uwiodła go najbardziej. Szczególnie, że Rory Boland otwarcie przyznał, że nie jest dobrym narciarzem.

Tatry

Fotografia: East News