11.01.2017 14:45

Mężczyźni uratowali przymarzniętego do asfaltu lisa. "A mówią, że BMW to tylko buraki jeżdżą"

Wybawcy lisa szybko zostali okrzyknięci bohaterami. I nikogo nie powinno to dziwić. 

Lis

Fotografia: www.facebook.com/Spotted-Łódź-113468732167748/?fref=ts

Polska ma nowych bohaterów. Nie byle jakich bohaterów, ale wyjątkowych. Takich, którym los zwierząt nie jest obojętny. I nie, wcale nie chodzi o uratowanie psa czy kota. Tym razem głównym bohaterem jest... lis. Na Facebooku "Spotted: Łódź" pojawiło się zdjęcie, na którym możemy zobaczyć przymarzniętego do jezdni lisa. Do fotografii dołączony został komentarz. 

"

Chciałbym pozdrowić 3 gości z czarnego BMW, którzy około północy z niedzieli na poniedziałek zabrali do weterynarza z ulicy Szczecińskiej na granicy Łodzi i Zgierza zamarzającego lisa okrywając go własną kurtką. Panowie, przywracacie wiarę w ludzi - czytamy na Facebooku "Spotted: Łódź".  "

Post szybko zaczął żyć swoim życiem, a o bohaterskim czynie mężczyzn napisały największe portale informacyjne. I nie można się dziwić - ten gest zachwycił tysiące internautów, którzy nie szczędzili bohaterom pochwał: "A mówią, że BMW to tylko buraki jeżdżą. Brawo panowie za postawę" - napisał jeden z nich. Inny dodał: "To jest historia warta udostępniania! Co też zaraz uczynię. A Wy jesteście wielcy!!!". Jeszcze inny napisał: „Brawa za piękną postawę! Mało kto umie się tak zachować!”

"Musieliśmy mu pomóc"

Szybko wyszło na jaw, że jednym z mężczyzn, który uratował lisa jest Michał Mazur. Jak podaje Tvn24.pl, zarówno on, jak i jego towarzysze, gdy tylko zobaczyli zwierzę, ruszyli w jego stronę, aby mu pomóc. Założyli rękawice, położyli na nim koc, a po chwili lis ogrzał się na tyle, że jego łapki można było odkleić od asfaltu. 

"

Siedział na drodze, łapki miał przymarznięte do asfaltu. Musieliśmy mu pomóc. Nie jestem idiotą, wiem, że dzikie zwierzę może być niebezpieczne i może zarazić wścieklizną. Ale po prostu nie mogliśmy z kolegami go tak zostawić - powiedział Michał Mazur w rozmowie z Tvn24.pl.  "

Zwierzę zostało przewiezione do całodobowej kliniki weterynaryjnej w Konstantynowie Łódzkim, a gdy było już w nieco lepszym stanie, przetransportowano je do powiatowego inspektoratu weterynarii w Pabianicach. Teraz zwierzę otrzyma fachową pomoc, a lekarze upewnią się, czy zwierzę nie choruje na wściekliznę.