14.12.2016 13:27

Nikt ich nie kocha, większość nienawidzi, a prawie wszyscy noszą. Ale tego o emu nie wiedzieliśmy

Co wspólnego mają najbrzydsze buty z australijskimi surferami?

emu

Fotografia: East News

Przez kobiece serwisy internetowe buty emu zostały wciągnięte na listy rzeczy, których mężczyźni nienawidzą u kobiet. Są uważane nie tylko za mało seksowne, ale wprost za brzydkie.

Czego by nie mówić o ich wyglądzie, są wyjątkowo miękkie, ciepłe i niesamowicie wygodne. Dlatego nie dziwi fakt, że wiele przedstawicielek płci pięknej chętnie sięga po nie zimą. Stoją na przeciwległym biegunie względem niebotycznych kozaków czy przemakających botków. Buty emu wybiera się w dni, kiedy szyk i elegancja w stu procentach ustępują miejsca komfortowi. 

#1 Emu jak adidasy

Nie każde żółte buty z futerkiem czy kożuchem to EMU. Oryginalne obuwie tego rodzaju pochodzi z Australii, gdzie ich produkcją zajmuje się marka pod tą właśnie nazwą. Firma dzieli w tym względzie los producenta obuwia sportowego, czyli Adidasa. Od nazwy marki przyjęło się nazywanie wszystkich butów tego rodzaju mianem "adidasów"1.

Model, który jest tak chętnie kupowany przez konsumentów na całym świecie i masowo widoczny na ulicach, to Stinger. To on przyniósł marce obuwniczej sławę poza Australią, a jednocześnie naraził na straty, gdyż fason ten jest najczęściej podrabiany.

#2 Czas surferów

Buty emu nie powstały wcale, by ogrzewać stopy w czasie największych mrozów. Ich pierwotne zadanie było inne. Miały rozgrzewać surferów po wyczerpujących i wyziębiających treningach. Właśnie w tym celu, ponad 30 lat temu, zaprojektował je Andrew Raggat. Wówczas chroniły stopy przed wodą i chłodem, a nie mrozem i śniegiem.

#3 Nie tylko na zimę

Buty, które wewnątrz w całości wypełnione są wełną merynosów, skutecznie ogrzewają stopy zimą, ale co zaskakujące, świetnie sprawdzają się także latem. Właściwości wełny w okresie letnim pozwalają na utrzymywanie w bucie niższej temperatury niż na zewnątrz, zapewniając jednocześnie przepływ powietrza. Stopy w takich butach, choć pozory wskazywałyby na coś zupełnie innego, nie pocą się i nie przegrzewają.

#4 Uwaga na podróbki

Internet zalewają fotografie, na których przemoczone i zniekształcone buty „emu” wydają się żyć własnym życie, a stopa wystaje poza podeszwę w związku z pękniętą zapiętką. Niestety, jest to po prostu pokłosie podróbek i fasonów powstających na wzór oryginalnych EMU. Te prawdziwe zapewniają najwyższą jakość, która musi kosztować.

- Wszystko to przekłada się na cenę. Stingery nie są butami tanimi – kosztują od 600 – 700 zł wzwyż. Mimo to w samej Polsce znajdują kilkadziesiąt tysięcy odbiorców rocznie – mówi portalowi Innpoland.pl Agnieszka Kruk, polski przedstawiciel Emu Australia.

#5 Kontrowersje wokół owiec

Organizacja PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) wypuściła do sieci krótki film, na którym został zademonstrowany niehumanitarny sposób pozyskiwania wełny owiec, z której produkowane są popularne buty emu i ugg'sy. Wideo zdecydowanie skłania do refleksji przed podjęciem decyzji o zakupie.